Oczami Japończyka
wtorek, 26 lutego 2013

Demokracja, Globalizm, Suwerenność – te trzy zjawiska nie mogą jednocześnie funkcjonować w państwie, zdaniem profesora Dani Rodlik z Uniwersytetu Harvarda. I rzeczywiście, doskonałym przykładem są współczesne Chiny. Kraj ten niewątpliwie jest państwem suwerennym, o gospodarce nastawionej głównie proeksportowo – globalnie. A co z demokracją? Rządowy establishment nie waha się przed ignorowaniem woli swojego narodu, podobnie jak ignoruje przepisy prawa międzynarodowego. Natomiast utrzymuje suwerenność swojego kraju i promuje globalizację. Teoria prof. Rodlika wydaje się trafna.

A teraz przyjrzyjmy się Europie. Władze Unii Europejskiej szanują demokrację, w przeważającej większości są zaprzysiężonymi zwolennikami globalizacji, a w wymarzonej pełnej integracji przeszkadza im tylko… suwerenność każdego narodu.

suwerenność

No cóż, to jest kwestia wyboru najbardziej istotnych dla każdego wartości. Dla mnie osobiście najwyższą wartość ma demokracja i suwerenność. Nie sprzedałbym i nie zrezygnował z żadnej z nich. Globalizacja nie niesie ze sobą niczego wartościowego, co usprawiedliwiałoby, choć po części, ignorowanie woli (brak demokracji) ludzi lub utratę suwerenności narodu. Co więcej, globalizacja „ignoruje” istnienie gospodarki narodowej (ekonomia – Oikos Nomos). Nie dostrzega, że całe społeczeństwo danego kraju może być bogate tylko w warunkach rozwiniętej gospodarki narodowej. Na globalizmie natomiast bogacą się tylko jednostki, tzw. akcjonariusze. Japonia oraz USA są obecnie polem walki ideologicznej pomiędzy zwolennikami gospodarki narodowej (Oikos Nomos) a wyznawcami Realnego Globalizmu. Niestety, mam wrażenie, że w Unii Europejskiej, ta walka została przegrana zanim się na dobre zaczęła. Nikt wcześniej, poważnie nie dostrzegał zagrożeń płynących z globalizacji gospodarek narodowych, a teraz… A teraz Europa zmaga się z ubożejącym społeczeństwem, 60% bezrobociem wśród młodych ludzi, brakiem miejsc pracy.

stracone pokolenie

Niestety we współczesnym świecie „globalizacja” stała się trendem dominującym, silnie popieranym przez świat finansjery, polityków i ekonomistów – teoretyków. Uważam, że to jest wielki błąd. Co więcej - błąd, który zagraża bytowi każdego człowieka. Wyobraźmy sobie „zwykłego” Polaka, na przykład właściciela sklepu mięsnego. Od ukończenia szkoły średniej ciężko pracuje w swoim sklepie, do wszystkiego co posiada doszedł ciężką pracą. Ale mamy globalizm: dlatego upadek jakieś firmy na drugim końcu świata, może spowodować bankructwo naszego bohatera. (Powiązania mogą być różne i nie będę ich tutaj opisywał.)

W warunkach globalnej ekonomii problemy finansowe innych krajów roznoszą się na cały świat. I chociaż ktoś inny „narozrabiał”, to rachunki płacą również „niewinni”. Upadek Lehman Brothers spowodowały problemy z kredytami subprime w Stanach Zjednoczonych. A więc logicznie, powinno być to problemem tylko dla USA. A jednak kiedy pękła bańka amerykańska, to globalny kryzys finansowy rozlał się również po całej Europie. Gdyż okazało się, że europejskie banki zakupiły te „złe” kredyty z USA. Takie zagrożenia niesie ze sobą „globalizacja kapitału”. Podobnie upadek finansowy Grecji czy Hiszpanii, miałby dramatyczny wpływ na inne kraje europejskie. I nie miałoby tu żadnego znaczenia, że akurat Polacy pracują ciężko i uczciwie. To jest globalizacja. To jest także Unia Europejska i także strefa Euro…

Postulowany przez globalistów swobodny przepływ środków produkcji (ludzi, towarów i kapitału) nie służy gospodarkom narodowym. Osobiście nie miałbym nic przeciwko niemu, gdyby globalizacja prowadziła Polskę do dobrobytu i dawała Polakom szczęście. Niestety, widząc na świecie pierwsze efekty Realnego Globalizmu, oczywiste jest, że prowadzi on Polskę w zupełnie odwrotnym kierunku. W perspektywie krótkoterminowej, może jeszcze wydawać się nam, że globalizacja zapewni nam wzrost gospodarczy. Tak jak przeniesienie produkcji/usług z Polski do Chin czy Indii, zmniejszy koszty polskiej firmy i podniesie jej zysk. Dzięki temu, nielicznym, pozostałym polskim pracownikom będzie można podnieść pensje. Ale jeśli obiektywnie zastanowimy się, co stanie się z całym społeczeństwem w dłuższym okresie czasu, w jakich warunkach będą żyły i pracowały nasze dzieci? To jasne jest, że życie ludzkie tu w Polsce, będzie coraz trudniejsze…

gospodarka

Jeszcze nie jest za późno! Najwyższy czas, abyśmy zastanowili się, czym jest gospodarka narodowa (Oikos Nomos). Jeżeli są zwykli ludzie, którzy uważają, że Polska powinna przystąpić do strefy euro, to warto rzetelnie wyjaśnić im skutki takiego kroku. Ale jeśli wśród nich są „świadomi” politycy, dziennikarze i ekonomiści, to ich bez cienia wątpliwości można nazwać „zdrajcami”.

12:21, ja.samuraj
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 lutego 2013

Odpowiem krótko: bo inaczej, ani politycy, ani żaden rząd nie będzie w Polsce potrzebny!

Istnieją dwie koncepcje prawa „Prawo (law) i Statut (statute)”. Mówi się, że „Prawo” jest oparte na zwyczaju lub tradycji danego kraju. Inaczej mówiąc, jest to system norm prawnych, powstałych w wyniku rozwoju struktur państwa. Upraszczając można stwierdzić, że jest to tzw. prawo zwyczajowe albo po prostu zdrowy rozsądek. A z drugiej strony, „Statut” również jest pojęciem języka prawnego, uznanym ideologicznie i racjonalnie. Statut określa cele istnienia i sposoby działania instytucji publicznych. Czyli również reguluje sposób funkcjonowania państwa.

Najważniejszym prawem spośród wszystkich praw danego kraju jest „Konstytucja”. Chcąc opisać jednym zdaniem – Konstytucja tworzy „kształt kraju”, opisuje jego „cechy charakterystyczne”. To w Konstytucji odzwierciedla się osobowość – państwowość i „dusza” danego kraju. Tyle filozofii, a w praktyce, to każde prawo musi być sformułowane na podstawie Konstytucji i z nią zgodne.  Dlatego właśnie mówi się, że Konstytucja to „prawo prawa”. Co ciekawe, chcę również zwrócić uwagę na pewne pierwotne znaczenia tego słowa w języku polskim: konstytucja to także „struktura”, „budowa ciała”, „temperament”, „charakter”. Te pojęcia można również odnieść do państwa, po prostu Konstytucja opisuje kształt i charakter kraju. Dochodzę do sedna: z punktu widzenia wspomnianej perspektywy, Konstytucja jest to przede wszystkim prawo zwyczajowe.

I to jest bardzo ważny wniosek, gdyż wynikają z niego istotne przesłanki, pozwalające we właściwej perspektywie odnieść się do prób ukształtowania Polski w myśl prawa obcego (Unijnego).  Prawa, które powstało w oparciu o diametralnie inne doświadczenia historyczne i inną mentalność narodową. Czy takie prawo może dobrze służyć Polakom?


Konstytucja

Obowiązująca Konstytucja Polski jest ukształtowana przez wielowiekową, często tragiczną historię tego kraju, a w swym zamyśle szanuje oraz chroni kulturę i obyczaje Polaków. Przestrzeganie obowiązującej Konstytucji jest świadectwem suwerenności narodu. A „suwerenność”, to nic innego jak prawo i sytuacja geopolityczna, pozwalająca danemu narodowi decydować we wszystkich sprawach dotyczących swojego kraju. Utrata suwerenności oznacza „wyzbycie się” (dobrowolne lub wymuszone) możliwości kształtowania swojego kraju, tak aby był on jak najlepszym miejscem do życia dla nas i naszych dzieci. Prawo to przejmują „najeźdźcy”, przedstawiciele innego państwa bądź po prostu „trzecia strona”. Taki kraj już nie jest niezależny.

W realiach współczesnej Europy, każdy ruch zacieśniający integrację wewnątrz Unii Europejskiej oraz wewnątrz strefy euro, zmierza do osłabienia suwerenności każdego państwa. Bo czy możliwa jest ścisła integracja krajów wewnątrz Unii Europejskiej z pełnym poszanowaniem suwerenności każdego z nich? Nie. Dlatego działalność struktur unijnych zmierza do ujednolicenia prawa w regionie. W tym celu sięga do tworzenia „Statutów”. Ale uwaga: regulacje unijne, nie odnoszą się wyłącznie do ekonomii. Ich efektem ma być zarówno wzmocnienie współpracy gospodarczej jak i połączenie polityczne. Pełna spójność.

Ograniczając się do perspektywy krótkoterminowej, owszem, może wydawać się, że integracja europejska może być dla Polski korzystna i może przynieść wzrost gospodarczy. Jednak w perspektywie średnio- i długoterminowej, każdy podobny projekt kończył się dla zwykłych ludzi po prostu źle. Ścisła integracja oznacza rezygnację z suwerenności narodowej, zanika poczucie patriotyzmu, wartości istotne dla danego narodu są zastępowane przez idee społeczeństw „silniejszych”. Ostatecznie naród upadnie. Upadek narodu jest nieuchronny, bo nie ma już mechanizmów (Konstytucji narodowej), które by go chroniły. A co swoim członkom funduje Unia? Aby twór ten mógł sprawnie funkcjonować, zmusza się stowarzyszone państwa do ujednolicania statutów,  ignorując prawa każdego kraju, a wreszcie zmuszając do zmiany prawa najważniejszego - Konstytucji. Powstaje sztuczny, nienaturalny twór.  A jak to się może skończyć?

Przykładów nie trzeba szukać daleko. Proszę sobie przypomnieć, że kiedyś w Europie istniało państwo „Jugosławia”. Kraj ten również został sztucznie ujednolicony. Co więcej,  porównując ówczesne państwa „socjalistyczne”, Jugosławia pod względem gospodarczym była dość bogata. I jak to się skończyło?... Cóż ta daleko idąca „integracja” przyniosła to zwykłym ludziom? Niczego to Europejczyków nie nauczyło?  

Pełna integracja, do której dąży polski rząd, niesie za sobą także pewien skutek. Którego, chyba obecni politycy nie są świadomi. Otóż zadaniem rządu każdego kraju jest dbanie o bezpieczeństwo swoich obywateli i rozwój gospodarki narodowej (ekonomia to Oikos Nomos). A może to robić, tylko wtedy, gdy posiada odpowiednie uprawnienia. A co wtedy, gdy te środki i narzędzia zostaną przeniesione na „trzecią stronę”? Otóż wtedy już żaden rząd, ani politycy nie będą już Polsce potrzebni! Po co utrzymywać marionetki? Przecież niedługo wszystkie organy państwowe będą działać wyłącznie w myśl instrukcji Unii Europejskiej i Europejskiego Banku Centralnego. Po co utrzymywać parlament, który zajmuje się jedynie ratyfikowaniem ustaw Unijnych? Po co Polsce politycy, jak nic nie mogą dla Polski zrobić? Tak Szanowni Państwo "z prawa" i "z lewa": jak tak dalej będziecie rządzić, to już wkrótce nie będzie "następnej kadencji"!

suwerenność

Faktem jest, że Polska stopniowo i pokojowo traci suwerenność na rzecz instytucji ponadnarodowych. Swoista anatomia upadku kraju… Pozostaje dla mnie nierozstrzygnięte pytanie: Dlaczego Polacy tak ciężko i rozpaczliwie walczyli o wolność? Po co odzyskali niepodległość? Wreszcie, jak można przeprosić przodków?

 Polska

środa, 20 lutego 2013

Z zaskoczeniem przeanalizowałem wczorajszą debatę w polskim parlamencie dotyczącą wprowadzenia paktu fiskalnego… Pytam się o czym była ta debata? Gdzie merytoryka? Gdzie dyskusja o tym w jaki sposób pakt fiskalny może ożywić gospodarkę Polski? Bądź jak jej zaszkodzi? Jakie korzyści będzie miał przeciętny Kowalski z ratyfikacji bądź odrzucenia tej umowy? Jak założenia paktu fiskalnego wpisują się w rządową strategię rozwoju gospodarki narodowej (Oikos Nomos) w Polsce. Podkreślam – w Polsce, a nie w innych krajach. A co usłyszałem? - Same „komunały”, demagogia, a zero rzetelnych analiz, zero konkretów. Niestety z każdej strony sceny politycznej. To dyskusja nad przyszłością Polaków czy teatr? Komentarze internautów są w większości bardziej wartościowe. Jednak moim celem nie jest piętnowanie miałkości i populizmu polityków. Pakt przyjęty i koniec. Ale najdziwniejsze jest to, że nawet oficjalne media „pocieszają”, że przecież przyjęcie paktu tak naprawdę Polsce w niczym nie zaszkodzi, bo kraj jeszcze nie jest w strefie euro… Czyli jakby „przyznajemy, że pakt może jest niekorzystny dla Polski, ale i tak nie będzie nas obowiązywał”.

Unia Europejska

Nie chcę nikogo krytykować. Chcę natomiast przedstawić pogląd, dlaczego moim zdaniem daleko idąca integracja wewnątrz Unii Europejskiej jest skazana na porażkę. Dlaczego to się nie uda?

Sama Unia Europejska jak i wspólna waluta, to sztandarowe przykłady realizacji w praktyce idei globalizmu. A na czym opiera się ta koncepcja? Otóż kluczowe dla globalistów jest zjawisko konkurencji. Globalizm promuje wolną konkurencję zarówno pomiędzy krajami, jak i na rynku wewnętrznym pomiędzy przedsiębiorcami, jak i pomiędzy ludźmi. W efekcie tego wyścigu szczurów zawsze będą wygrani i przegrani. Nawet w ramach jednego narodu, jednego społeczeństwa, jednej rodziny… Czy przekształcając kraj na podstawie takich założeń można wszystkim obywatelom zagwarantować życie w pokoju i dostatku? Chociaż większości? Nie, z takich reguł korzyść odnosi 1% kosztem pozostałych 99%. Tak wygląda Realny Globalizm.

globalizm

Globalizm oparty na ekonomii neoklasycznej przekonuje także, że patriotyzm, świadomość przynależności narodowej - to przeżytek. Co więcej, demonstrowane przejawy miłości do ojczyzny, określa mianem „nacjonalizmu” i porównuje z faszyzmem. A prawda jest taka, że Japończyk jest Japończykiem, Polak Polakiem, a Niemiec Niemcem, a nie abstrakcyjnym „obywatelem świata”. We współczesnym świecie toczy się walka: globalizm kontra naród, akcjonariusze kontra społeczeństwo, 1% kontra 99%, Realny Globalizm kontra gospodarka narodowa (Oikos Nomos). To bardzo istotna walka również dla Polski. Od tego, jaką strategię w tej walce przyjmą polscy politycy, od tego po czyjej stronie się opowiedzą, zależy los przyszłych pokoleń Polaków. Może już wybrali? Nie ukrywam, że dziwię się słysząc, jak dzieci i wnuki czołowych polskich polityków uczą się w szkołach anglojęzycznych, bądź w ogóle za granicą…

Globalizm, adoptując założenia teorii myśli neoliberalnej, opiera się głównie na dwóch prawach: „teorii przewagi komparatywnej Ricarda”oraz „prawie Saya”. W myśl prawa Saya „podaż tworzy popyt”. Czyli upraszając, przyjmuje się optymistycznie, że firma zawsze znajdzie kupców na swoje produkty. Innymi słowy, wystarczy rzecz wyprodukować, a zawsze pojawią się kupujący. Firmie Apple się udało, ale co, gdy gospodarka światowa znajduje się w kryzysie? Co gdy pojawia się trend deflacji? Gdy klienci ograniczają zakupy do niezbędnego minimum?

Natomiast teoria przewagi komparatywnej Ricarda przekonuje, że każdy kraj powinien specjalizować się w dziedzinach, w których jest najbardziej wydajny, a braki na rynku skompensować przez handel z innego kraju. Obiecuje, że ta strategia ma zapewnić ogólny wzrost gospodarczy. Piękne? – Owszem piękne. Ale sięgnijmy do założeń leżących u podstaw tej teorii. Otóż, aby przyniosła ona ogólny dobrobyt i wzrost gospodarczy na świecie, muszą być spełnione pewne warunki, między innymi musi być pełne zatrudnienie we wszystkich krajach dokonujących wymiany handlowej! Realne? - Nierealne!

Strategia gospodarcza zbudowana na tych dwóch nierealnych ideach, to właśnie „globalizm”. Nie przeczę, że chce dobrze, ale założenia socjalizmu też były piękne, tylko nierealne. Politycy w Polsce już budowali socjalizm, tym razem chcą stworzyć Realny Globalizm? Zresztą nie tylko w Polsce, przecież strefa euro bazuje właśnie na tych założeniach.

Uważam, że dobrobyt każdego kraju powinno się zasadniczo budować na rozwoju własnej gospodarki narodowej, na prawdziwej ekonomii - Oikos Nomos. Oikos – dom, Nomos – prawo, porządek, zarządzanie. I działania te leżą właśnie w gestii rządu! Jego zadaniem jest zarządzanie krajem (nie żadnym tworem ponadnarodowym) w celu realizacji postulatów bezpieczeństwa i dobrobytu własnych obywateli. Od tego jest rząd!

Oczywiście, aby rząd był w stanie wypełniać te zadania, mógł skutecznie sprawować działania zapewniające bezpieczeństwo i dobrobyt własnym obywatelom, musi mieć do tego odpowiednie narzędzia i uprawienia, a nie oddawać je trzeciej stronie. Są one określone prawem, które z kolei tworzone jest w debacie parlamentarnej. I my, naród mamy prawo wybierać tych polityków. Wybory, to czas podejmowania przez obywateli każdego kraju bardzo ważnych decyzji, bo od nich zależy przyszłość nas i naszych dzieci. A niestety niektórzy politycy nie wybiegają myślą dalej niż najbliższa kadencja. To bardzo niebezpieczna perspektywa -„po nas choćby potop”? Jak mam interpretować fakt kształcenia dzieci polskich polityków w szkołach angielskojęzycznych? W Japonii byłoby to nie do pomyślenia. Dzieci japońskich polityków przede wszystkim poznają język ojczysty. Bo to w ojczyźnie planują żyć i pracować. Polska

 

wtorek, 19 lutego 2013

 Abenomix cz. 1.

W grudniu 2012 r. w parlamencie japońskim zebrała się nowo wybrana Izba Reprezentantów. W wyniku głosowania do władzy doszedł rząd (LDP- Partia Liberalno - Demokratyczna), którego głównym celem i zadaniem jest walka z deflacją, z jaką Japonia boryka się od prawie 20 lat.

20 lat to szmat czasu, wydaje się że do tej pory można było już wiele zrobić. Ale tak naprawdę, to dopiero ten rząd rozpoczął rozwiązywanie problemu deflacji wykorzystując narzędzia do łagodzenia polityki pieniężnej (podaż pieniądza na rynku) oraz polityki fiskalnej (inwestycje publiczne), jako główną broń.  Od nazwiska nowego premiera Shinzo Abe, ta dość agresywna strategia gospodarcza do walki z deflacją została nazwana - „Abenomix”.

A tymczasem w Niemczech… odzywają się głosy krytykujące tę próbę naprawy sytuacji ekonomicznej mojego kraju. Kanclerz Angela Merkel 24 stycznia powiedziała wprost: „Manipulacja walutą jest kwestią delikatną. Ekonomiczna polityka Japonii zaczyna niepokoić”. A dalej wprost narzekała na obserwowaną od niedawna deprecjację jena. W swoim przemówieniu na konferencji w Davos (World Economic Forum Annual Meeting) podkreśliła, że „polityka nie powinna wywierać żadnej presji na bank centralny”, tym samym krytykując postawę administracji premiera Shinzo Abe wobec Banku Centralnego Japonii.

Czytając o tych dowodach niezwykłej troski Pani Kanclerz Niemiec o kondycję gospodarki Japonii miałem ochotę krzyknąć: „Daj nam święty spokój!” Rząd Japonii po prostu stara się rozwiązać narastający od dwóch dekad problem deflacji, wykorzystując wreszcie narzędzia zmierzające do złagodzenia polityki pieniężnej oraz do zwiększenia wydatków publicznych. Więc nie robi nic, kompletnie nic co mogłoby być uważane za bezpośrednią interwencję walutową. Owszem, naturalną koleją rzeczy, zwalczenie deflacji spowoduje pojawienie się inflacji oraz wzrost realnych stóp procentowych. W wyniku tych zdarzeń jen będzie słabszy, to prawda. Jednakże pytam się: „No i co z tego”?

Jeżeli aprecjacja euro wobec jena przysporzy kłopotów, a myślę, że może być to problem dla gospodarek tak silnie uzależnionych od eksportu swoich produktów jak Niemcy, to uzdrowieniem mógłby być masowy zakup euro-obligacji rządowych przez Europejski Bank Centralny.

Niemcy, a za nimi EBC zatrute oparami ekonomii neoklasycznej (neoliberalizm) nie dopuszczają nawet cienia możliwości takiego rozwiązania. Uważają, że nigdy - nawet w obliczu upadku europejskiej bańki gospodarczej, nawet w sytuacji realnego zagrożenia bytu ekonomicznego całych społeczeństw, nie można powszechnie wprowadzić mechanizmów łagodzenia polityki pieniężnej poprzez zakup obligacji rządowych.  Albo raczej powinienem uściślić, że dopóki istnieje wspólna waluta euro, dopóty będzie istniał nierozstrzygalny problem: „Czyje obligacje? Którego rządu? A ile musi zakupić?” A więc jest to nierealne. Wspólna waluta uniemożliwia takie działania. Przesłanką ustanowienia strefy euro było bowiem założenie, że „bank centralny nie kupuje obligacji rządowych w wyniku nacisków politycznych”.

Polityka pieniężna Europejskiego Banku Centralnego jest bardzo sztywna, schematyczna i zupełnie nie bierze pod uwagę zmieniającej się sytuacji na świecie.  Wszystkim krajom strefy euro ordynuje jedno i to samo lekarstwo. W polityce fiskalnej króluje zasada, że „każdy kraj musi zmieścić swój deficyt budżetowy do wysokości 3% PKB rocznie, tak aby nie było potrzeby dużego zakupu obligacji rządowych”.

Według najnowszych danych stopa bezrobocia w Grecji i Hiszpanii przekroczyła już poziom 26%! Rząd kraju, w którym sytuacja na rynku zatrudnienia tak drastycznie pogarsza się, powinien wprowadzić działania zmierzające do redukcji bezrobocia. A tego nie da się zrobić bez zwiększenia deficytu budżetowego! A tymczasem w strefie euro… zgodnie z zasadami wspólnej waluty, rozszerzenie deficytu budżetowego spowodowałoby konflikt z polityka monetarną. Dlatego Europejski Bank Centralny odpowiada z Frankfurtu - „Nein”!

bank

Chociaż w rzeczywistości żaden kraj strefy euro, nie utrzymał 3% limitu rocznego deficytu w stosunku do PKB. Również Niemcy przekraczały ten poziom, gdy wymagały tego działania zmierzające do rozwoju ich gospodarki. A więc w rzeczywistości nie obowiązują podstawowe prawa przyjęte podczas tworzenia wspólnej waluty euro. A jednak nadal zasady funkcjonowania wspólnej waluty duszą ekonomię krajów, które przehandlowały swój przemysł, swoja gospodarkę narodową (Oikos Nomos) za tanie kredyty unijne…

„Abenomix” ma na celu rozwój narzędzi, które mają rozwijać popyt krajowy. Podkreślam rozwijać popyt krajowy, a nie na przykład prowadzić agresywną politykę proeksportową. W swoich założeniach nie ma żadnego zamiaru prowadzenia deprecjacyjnej „wojny walutowej”. Owszem, polityka zachęcająca rozwój popytu wewnętrznego, może prowadzić również do deprecjacji jena. A skoro tak jest, to kto broni Niemcom również zastosować strategię pieniężną i fiskalną nakierowaną na rozwój popytu krajowego?.

Niemcy powszechnie uważa się za „lidera europejskiej gospodarki”, wręcz za główny filar Unii Europejskiej. Czy aby na pewno to Unia opiera się na gospodarce niemieckiej? A może w rzeczywistości jest całkiem odwrotnie? A może to Niemcy są zależne od Europy… To gospodarka niemiecka potrzebuje Unii jako atrakcyjnego rynku zbytu dla swoich produktów! Takie są fakty!

Myśl tę rozwinę w następnym wpisie.

piątek, 15 lutego 2013

Obawiam się, że Polsce bliżej jest do Korei Południowej niż ktokolwiek by na pierwszy rzut oka przypuszczał. Tylko czy na pewno wszyscy mają świadomość jak wygląda rzeczywistość gospodarcza w tym kraju?

10 czołowych firm koreańskich m. in. Samsung, LG, Hundai i POSCO (metalurgia), tworzy około 77%  całkowitego produktu krajowego brutto w Korei Południowej. Przedsiębiorstwa te funkcjonujące na rynku oligopolistycznym, mają wielki wpływ na rząd. Oczywiste jest więc, że ten wpływ wykorzystują dla własnej korzyści. Intensywnie lobbują na rzecz korzystnych im zmian ustawodawczych. Niestety, generowane dzięki temu prawu, zyski dystrybuowane są do wąskiej grupy członków zarządu oraz do zagranicznych akcjonariuszy. Co gorsza, zwykli Koreańczycy będący pracownikami tych firm, w każdej chwili mogą stracić pracę, w imię optymalizacji kosztów, bo oligopole zdołały wywalczyć sobie prawo do „płynności zatrudnienia”. W rezultacie wzrasta liczba pracowników tymczasowych. Maleją zarobki, gdyż w warunkach bezrobocia firmy mogą sobie pozwolić na zmniejszanie płac. A kiedy nadchodzi zastój w sprzedaży, to firmy z łatwością pozbywają się ludzi zatrudnionych na umowach tymczasowych. Tak się żyje w Korei Południowej, tak się żyje w Realnym Globalizmie! Takie same problemy są w Polsce… Prawdą jest, że aby doprowadzić kraj do takiego stanu potrzeba ścisłej współpracy z trzech stron: akcjonariuszy (globalni inwestorzy), zarządu firmy oraz polityków.

Tylko jedna firma - Samsung generuje 23% PKB Korei Południowej. Wobec tego nic dziwnego, że gdy tylko rząd próbuje wprowadzić zasady lub przepisy prawa niekorzystne z punktu widzenia wyłącznie tej firmy, to Samsung ma mocne argumenty, aby rząd „przekonać” do zmiany decyzji. Wystarczy, że zaszantażuje groźbą przeniesienia fabryk za granicę… Wobec tego, komu przede wszystkim służy polityka rządu Korei Południowej? To nie jest polityka obliczona na korzyść dla społeczeństwa, to polityka służąca zyskowi firmy, a wreszcie działająca na korzyść globalnego kapitału. Tym kończy się dopuszczenie do kolonizacji własnego kraju przez globalny kapitał.

Ale w Korei Południowej globalny kapitał to nie tylko przedsiębiorstwa produkcyjne. 7 największych banków Korei opiera się na kapitale zagranicznym. Zatem to globalny kapitał kontroluje przemysł, politykę i finanse w tym kraju. Korea Południowa podpisała umowę FTA (Umowa o Wolnym Handlu) ze Stanami Zjednoczonymi. Umowa ta wymusza eliminację wszelkich taryfowych i pozataryfowych barier handlowych. W efekcie tej umowy Korea Południowa bez żadnych przeszkód jest już wykorzystywana przez globalny kapitał. Podobna umowa funkcjonuje w obrębie państw Unii Europejskiej… Kraje południa Europy zostały już wydrenowane, pora na Polskę?

Chcę zaznaczyć, że w kontekście Korei określenie „globalny kapitał” nie oznacza tylko Stanów Zjednoczonych. Oznacza kapitał wielonarodowy zarządzany głównie przez amerykańskie instytucje. Więc nie służy on ani narodowi amerykańskiemu, ani narodowi koreańskiemu, ani żadnemu innemu… Wszystko jest dla dobra „akcjonariuszy”.

Tak wygląda rzeczywistość gospodarcza Korei Południowej. Dlatego ani firmy japońskie, ani polskie nie powinny naśladować „koreańskiego modelu gospodarczego”. Bo takie globalne firmy jak np. Samsung działają dla dobra i zysku akcjonariuszy, a nie zwracają uwagi na gospodarkę narodową. Dla nich zysk jednostek jest ważniejszy od dobra społeczeństwa. Gdyby firmy takie jak Sony, Panasonic i Sharp stały się takie jak LG i Samsung, to biedny byłby mój naród! Nie byłby to korzystne dla Japończyków, bo przestałaby wtedy istnieć gospodarka narodowa (Oikos Nomos).

Niestety główne media w Japonii jednym głosem, bezmyślnie krytykują japońskie firmy i ich opory przed globalizacją. I w ten sposób zmanipulowały świadomością większości Japończyków. Przyczyn trudności finansowych przedsiębiorstw upatrują w działaniach Banku Japonii i rządu japońskiego, które ich zdaniem nie podjęły żadnych kroków przeciwko deflacji oraz aprecjacji jena. Neoliberałowie w Japonii próbują promować globalizację, udając że nie widzą na przykładzie Korei Południowej, czym to się kończy.

Chociaż Samsung i LG są firmami koreańskimi, to niestety nie wzbogacają one Koreańczyków.Wręcz przeciwnie, społeczeństwo koreańskie jest coraz bardziej biedne. A firmy te rozwijają się globalnie kosztem zwykłych ludzi. Nie rozumiem tylko jednego: dlaczego media z jakiegoś powodu nie podają tego faktu.

W Polsce podobnie, w popularnych mediach zwykle słyszę głosy popierające idee globalizmu.Polska będąc członkiem Unii Europejskiej jest zmuszona do pewnych działań na rzecz globalizacji. A odnosząc się do przykładu Korei Południowej, mam nadzieję, że globalizacja w Polsce nie pójdzie w złym kierunku. Nie powinniśmy zapominać, że ekonomia u swych źródeł oznacza gospodarkę narodową „Oikos Nomos”.

Wierzę, że osoby propagujące gospodarkę globalną robią to w dobrej wierze. Dlatego głośno apeluję, aby nie ograniczały swych rozważań do teorii. Warto zobaczyć na przykładzie Korei Południowej do czego prowadzi Realny Globalizm. Nie chcę tego stanu dla Japonii. Myślę, że nie jest to dobre również dla Polski.

Chcę podkreślić: Politycy przestańcie budować druga Japonię, Irlandię czy Koreę. Zacznijcie wreszcie budować Polskę! I to nie druga, trzecią czy czwartą. Polska jest tylko jedna.

 

Źródła:

http://u1sokuhou.ldblog.jp/archives/50328526.html

http://www.hani.co.kr/arti/society/labor/454065.html

http://japanese.joins.com/article/884/164884.html?servcode=300&sectcode=300

http://blog.goo.ne.jp/yoshidakorea/e/a0bd3d2d52cabcef3d4209b42ae75922

http://www.wowkorea.jp/news/korea/2010/0216/10067646.html

http://members3.jcom.home.ne.jp/takaaki.mitsuhashi/data_33.html#Yushutsu

http://members3.jcom.home.ne.jp/takaaki.mitsuhashi/data_33.html#Boeki

środa, 13 lutego 2013

Jak żyje się w Korei Południowej? Przytoczę tylko kilka faktów. Załączam linki do części materiałów źródłowych.

W Korei Południowej nastąpił gwałtowny wzrost bezrobocia wśród młodych ludzi po studiach. Chociaż oficjalna stopa bezrobocia wynosi zaledwie 3,4%, to nie uwzględnia ona ludzi, którzy zrezygnowali z poszukiwania pracy. W rzeczywistości mówi się o bezrobociu absolwentów rzędu 20%!  http://ajw.asahi.com/article/globe/feature/asia/AJ201301270022

bezrobocie młodzi bezrobotni

Chociaż nominalny poziom wynagrodzeń Koreańczyków wzrasta, to jest on niższy od stopy inflacji, wobec tego realne dochody ludzi spadają.http://www.hani.co.kr/arti/society/labor/454065.html

Eksport stanowi aż 50% PKB Korei Południowej. To niebezpiecznie dużo i świadczy o niewielkim rynku wewnętrznym. Łącznie odsetek eksportu i importu osiąga około 83% PKB! W razie załamania się handlu międzynarodowego Korea Południowa będzie rozłożona na czynniki pierwsze…http://members3.jcom.home.ne.jp/takaaki.mitsuhashi/data_33.html#Yushutsu

Rząd koreański wspiera eksport wyrobów Samsunga i LG poprzez deprecjację swojej waluty. Ale te działania mają też drugi skutek: wzrosła także wartość produktów importowanych, wzrosły ceny, przez co społeczeństwu żyje się trudniej.

pensja, wynagrodzenia

Rząd przyznając takim firmom jak Samsung przywileje podatkowe zbilansował budżet poprzez zredukowanie kosztów ubezpieczeń społecznych, opieki zdrowotnej oraz emerytur. http://www.oecd.org/els/socialpoliciesanddata/socialexpendituredatabasesocx.htmZaoszczędzone pieniądze pomogły oligopolom (koreańskim „czebolom”) wygenerować zyski.

Niestety, statystyki są zatrważające: spośród wszystkich krajów członkowskich OECD, to właśnie w Korei Południowej jest najwięcej samobójstw.http://www.koreanbeacon.com/2009/08/30/suicide-is-the-4th-leading-cause-of-death-in-south-korea/ Ponadto nieoficjalne dane szacują, że aż 100 000 kobiet koreańskich podejmuje pracę za granicą w charakterze prostytutek. Dlaczego tak się dzieje? Bo te kobiety, w większości wykształcone, w swoim kraju po prostu nie mają pracy! Aby przeżyć jadą za granicę, aby przeżyć podejmują pracę prostytutki.

A zarząd firmy, zagraniczni akcjonariusze oraz politycy systematycznie, w myśl praw realnego globalizmu powiększają swój stan posiadania. Bogacą się kosztem 99% społeczeństwa…  http://www.wowkorea.jp/news/korea/2010/0216/10067646.html

Chcę jeszcze wyraźnie zaznaczyć, że sam sukces biznesowy Samsunga czy LG na świecie, nie stanowi źródła problemu. Problem wynika z tego, że istniej pewien oburzający system, w którym korzyści z sukcesu koreańskiej firmy wspieranej przez koreański rząd, nie odnosi naród koreański. Wręcz odwrotnie, część tego zysku firmy osiągają kosztem Koreańczyków, poprzez ich ofiarę. Jak się ten system nazywa? Realny Globalizm.

Globalni inwestorzy patrzą tylko na zysk. Co robią, aby zwiększyć swoje dochody (dywidendy)? Przytoczę kilka najbardziej typowych recept „na sukces”:

 „Aby zmaksymalizować korzyści wiodących firm, należy stworzyć rynek oligopolistyczny i ograniczać konkurencję.”

 W Korei Południowej dla społeczeństwa praktycznie nie istnieje opcja zakupu produktu z różnych firm. Bo tylko jedna firma produkuje i sprzedaje telefony, tylko jedna firma - samochody itd. – bo tak im się opłaca. W efekcie takiej sytuacji producenci koreańscu nie mają wewnętrznej konkurencji, nie muszą obniżać cen na rynku koreańskim.

"Aby umożliwiać redukcję kosztów pracy, wprowadza się przepisy zmierzające do „fluidyzacji” rynku pracy i zezwolenia na przyjęcie pracowników tymczasowych" 

 Wprowadzono przepisy, które pozwalają łatwo zwalniać pracowników. Zamiast stałych pracowników, można „stale” prowadzić politykę zatrudniania pracowników tymczasowych. Jak w takich warunkach można planować przyszłość? 

"Wprowadzenie niskiej ceny energii (ukłon w stronę fabryk) jako stała polityka rządu"

 Spowodowało to zmniejszenie wpływów do budżetu. W tej sytuacji rząd obniżył wysokość świadczeń emerytalnych i ubezpieczeń społecznych.  Zyskały przedsiębiorstwa kosztem ludzi.

"Obniżenie podatków jako priorytet polityki rządu"

 Efekt jak powyżej, aby zbilansować budżet rząd zaoszczędził na emeryturach, ubezpieczeniach społecznych. Kosztem społeczeństwa.

"Przyjęcie działań zmierzających do deprecjacji waluty jako polityki rządu, co ma zwiększyć konkurencyjność na globalnym rynku"

 Przeciętny Koreańczyk bezsilnie obserwuje jak ceny produktów importowanych rosną i rosną, codzienne życie staje się bolesne…http://blog.goo.ne.jp/yoshidakorea/e/a0bd3d2d52cabcef3d4209b42ae75922

Powyższe działania doprowadziły do tego, że maksymalizacja zysków wiodących firm eksportowych odbywa się kosztem większości społeczeństwa. Niestety stworzono system, w którym zyski/dywidendy firm koreańskich wypłacane są cudzoziemcom. Tym sposobem Korea Południowa stała się swoistą kolonią, kolonią globalnego kapitału. http://u1sokuhou.ldblog.jp/archives/50328526.html

Czy naprawdę tego chce w Polsce prezes Jarosław Kaczyński?

środa, 06 lutego 2013

Jarosław Kaczyński na ubiegłotygodniowej konferencji prasowej wskazał gospodarkę Korei Południowej jako wzorzec rozwoju dla Polski. Owszem – innowacje są bezsprzecznym sukcesem, ale sam sposób funkcjonowania gospodarki Koreańskiej… Zgroza! Nie życzyłbym tego najgorszemu wrogowi, a co dopiero własnemu narodowi! Mało kto w Europie widzi, co dzieje się ze społeczeństwem koreańskim, funkcjonującym za fasadą takich firm sukcesu jak Samsung czy LG. Niestety muszę przyznać, że również japońskie media rzadko kiedy ukazują pełen obraz „pomyślności” Korei. Mówiąc krótko: Korea Południowa, to obecnie modelowy przykład kraju skolonizowanego – kolonii globalizmu. W najbliższych wpisach postaram się zanalizować i opisać rzeczywistą sytuację gospodarczą tego kraju.

A ta, szczególnie w porównaniu z japońską, gdzie w ostatnim roku największe firmy ogłosiły bardzo słabe wyniki finansowe, powinna być wręcz „kwitnąca”. Gigantyczni producenci japońskiej elektroniki, jak Panasonic, Sony i Sharp zanotowali stratę, gdy tymczasem firmy koreańskie – Samsung i LG, osiągnęły dobre rezultaty. Wydaje się wobec tego, że firmy te powinny być przykładem dla japońskich przedsiębiorstw. Tezę tę zresztą mocno „lansują” japońskie gazety, często publikując artykuły pod tytułem: „Trzeba nauczyć się od Samsunga”, „Japońskie firmy zostały w tyle, w procesie globalizacji” itd. itd. Również w Polsce wielokrotnie spotykam się z bardzo pozytywnymi opiniami, a czasami wręcz żalem, że takich firm nie ma w tym kraju. Czy aby na pewno jest czego żałować? Czy Polakom żyłoby się lepiej, gdyby PKB kraju tworzyła firma tak zorganizowana jak Samsung? Czy aby na pewno japońskie i polskie firmy powinny wzorować się na koreańskich konglomeratach? Fasada jest piękna, ale przyjrzyjmy się, co kryje się głębiej. Prawda jak zwykle nie leży na wierzchu.

Najpierw krótko opisze stan gospodarki w Korei Południowej, dlaczego ten tzw. kraj sukcesu, poprzez działania swoich sztandarowych firm stał się po prostu kolonią globalnego kapitału.

Według danych z roku 2011: PKB nominalne Korei Południowej wynosi 1,116.25 (miliardów USD), Japonii 5,866,54 (miliardów USD). Nawiasem mówiąc PKB Polski wynosi 514.50 (miliardów USD). A teraz najważniejsze: obrót samej tylko grupy Samsung generuje około 23% tego PKB! To jest nienormalna i zarazem bardzo niebezpieczna sytuacja, aby jedna firma odpowiadała aż prawie za ¼ PKB danego kraju. Ale sprawdźmy dalej: 10 czołowych firm koreańskich m. in. Samsung, LG, Hundai i POSCO (metalurgia), tworzy około 77%  całkowitego produktu krajowego brutto w Korei Południowej. Czyli cała gospodarka koreańska opiera się tylko na 10 firmach! Innymi słowy: te 10 firm kontroluje gospodarkę całego kraju.

Samsung

Ale to nie wszystko, rzeczywistość jest jeszcze bardziej groźna, gdy dowiemy się, kto faktycznie kontroluje te firmy. Otóż nie Koreańczycy! 53%, a więc większość np. udziałów Samsunga posiadają firmy zagraniczne. Podobnie wyglądają prawa własności w takich firmach jak LG i POSCO, gdzie około połowa jest własnością zagranicznych akcjonariuszy. A więc kto korzysta na zyskach tych firm? Koreańczycy? Otóż w najprostszych słowach: z uwagi na strukturę własności, nawet jeśli Samsung generuje zyski, to co najmniej w połowie zasilają one udziałowców zagranicznych i są źródłem gigantycznych wynagrodzeń dla członków zarządu. I nic więcej. A szeregowy Koreańczyk? Jemu żyje się coraz trudniej

Jak mogło dojść do tak niebezpiecznej dla kraju i niekorzystnej dla społeczeństwa sytuacji? Otóż jest to wynikiem realizowania w Korei Południowej idei globalizacji. Bez wdawania się w szczegóły: podczas kryzysu azjatyckiego w 1997 roku, Korea Południowa zmagała się z upadkiem finansowym. Dlatego potrzebowała pomocy od IMF (Międzynarodowego Funduszu Walutowego) i chroniąc się przed bankructwem musiała przyjąć warunki tej instytucji. I pod dyktando IMF Korea Południowa realizowała proces deregulacji, politykę deprecjacji własnej waluty, likwidacji nierentownych przedsiębiorstw, zachęt inwestycyjnych wobec kapitału zagranicznego. Podobny kryzys walutowy miał miejsce w 2008 roku i wtedy rząd Korei Południowej, aby uniknąć ponownej zależności od IMF wyciągnął ręce w kierunku kapitału globalnego.

Południowokoreańskie firmy-konglomeraty, wcześniej produkowały pełen przekrój produktów, dlatego oczywiste było, że utrzymywały także działy nieopłacalne. W myśl wymagań IMF, każde takie przedsiębiorstwo musiało zachować tylko działy przynoszące zyski, w efekcie doszło do wąskiej specjalizacji. W rezultacie każda firma realizowała politykę koncentracji na własnym biznesie: czyli Samsung i LG – elektronika i AGD, Hunday – samochody, a Posco – stal. I na pierwszy rzut oka, wydaje się, że jest to działanie bardzo racjonalne. A teraz przyjrzyjmy się rezultatom:

W efekcie tych działań współczesnym rynkiem Korei Południowej rządzą oligopole. Innymi słowy, kiedy ludzie chcą kupić komórkę, to mają wybór wyłącznie spośród modeli Samsunga, potrzebują samochodu – kupują Hunday’a. I prawie nie mają innego wyboru. Sprzedaż modeli zagranicznych jest minimalna. Wskutek takiej sytuacji na wewnętrznym rynku koreańskim nie istnieje zjawisko zdrowej konkurencji. Efekt odbija się na zwykłych Koreańczykach, którzy nie mogą liczyć np. na obniżki cen. Skutkiem aktywnego promowania zagranicznych inwestycji, jest sytuacja, gdy głównym akcjonariuszem 10 największych firm (75% PKB) jest kapitał zagraniczny.

Realny Globalizm

Ponieważ wzrost gospodarczy Państwa zależy od kilku takich firm jak Samsung, to rząd zmuszony jest dbać o ich kondycje finansową. I w rzeczywistości rząd współpracuje z tymi firmami, promuje szereg cięć podatkowych, mających na celu zwiększenie zysku np. Samsunga. I wszystko byłoby dobrze, gdyby ten zysk pozostawał w Korei. Jednak korzyści z dobrych wyników finansowych spółki wcale nie idą do Koreańczyków! Zyski podążają do głównych udziałowców – w ręce globalnych inwestorów. Obecnie, nawet jeżeli Samsung lub LG inwestują, to przede wszystkim budują fabryki za granicą. Dla większości Koreańczyków firmy te nie przynoszą żadnej korzyści.

Fakty są wręcz szokujące, społeczeństwo koreańskie wcale nie bogaci się wraz z rozwojem sztandarowych firm koreańskich! Ale to jeszcze nie wszystko…

Ulgi podatkowe dla głównych firm powodują obciążenie fiskalne budżetu. A ten trzeba zbilansować, a więc rząd szuka oszczędności… Dlatego jako rekompensatę rząd wprowadza podwyżkę podatku konsumpcyjnego oraz zmniejsza koszty ubezpieczeń społecznych. Innymi słowy, aby ułatwić funkcjonowanie dużych przedsiębiorstw rząd przerzuca koszty na społeczeństwo. Firmy się bogacą, a Koreańczycy biednieją. Gdyby te przedsiębiorstwa, które otrzymały ulgi podatkowe, inwestowały w Korei, tworzyły nowe miejsca pracy – to taka działalność rządu byłaby uzasadniona. Ale w rzeczywistości zyski zarobione przez firmy kosztem zwykłych ludzi,  idą do zagranicznych akcjonariuszy, to nie jest wybaczalne! A to właśnie jest Realny Globalizm...

 

poniedziałek, 04 lutego 2013

Polska zarówno jak Japonia są obecnie państwami, w których to naród ma suwerenność. Najwyższym organem władzy jest parlament, gdzie dyskutują lub przynajmniej powinni dyskutować, politycy wybrani na drodze głosowania przez społeczeństwo.

W swojej genezie powstania – państwo utworzyła wspólnota ludzi, w celu ochrony ich bezpieczeństwa, zapewnienia im warunków życia. „Im” - czyli całej wspólnocie. W współczesnych krajach demokratycznych, naród ma suwerenność i każdy jego przedstawiciel, przynajmniej teoretycznie, ma szansę stanąć na jego czele jako premier czy prezydent.

Natomiast rdzeń ekonomii neoklasycznej stanowi inaczej: neoliberałowie myślą, że politycy muszą słuchać egoistycznych potrzeb konkretnych, najbardziej wpływowych, grup wyborców, bo im zawdzięczają swoja pozycję. I to właśnie jest powodem swego rodzaju bezradności podstawowych organów państw neoliberalnych, bo wobec takich nacisków, władza ustawodawcza i wykonawcza nie może działać racjonalnie dla dobra całego społeczeństwa. Dlatego neoliberałowie uważają, że już w konstytucji powinny być zapisane szczegółowe zasady prowadzenia gospodarki, np.: konieczność zachowania zrównoważonego budżetu.

konstytucja

Ponadto chcą ściśle i na stałe określić reguły emisji pieniądza. A sytuacja gospodarcza każdego kraju jest zmienna jak żywy organizm i na każdą chorobę potrzebuje innego lekarstwa. Neoliberałowie dążą do zniesienia wszelkich regulacji i przekonują o konieczności prywatyzacji usług publicznych. Chcą w ten sposób stworzyć świat, w którym „zdolna” osoba może zarabiać jak najwięcej pieniędzy. Na razie to tylko teoria, ale próbą realizacji tych pomysłów jest waluta euro i pakt TPP.

neoliberalizm

Zwolennicy gospodarki neoliberalnej uspokajali nas, że nie powoduje ona wzrostu nierówności społecznych, gdyż to nie jednostka zgarnia wszystkie zyski, tylko globalna firma, korporacja. Fakty jednak przeczą tej tezie, wystarczy popatrzeć jak wzrosło zróżnicowanie społeczne np. w USA. Nie zapominajmy, że za każdą korporacją stoi nieliczna grupa konkretnych ludzi (główni akcjonariusze) i to do nich płynie strumień pieniędzy. Innymi słowy u podstaw ekonomii neoklasycznej leży niczym nie ograniczony indywidualizm i bezlitosne prawo dżungli – silniejszy zjada słabszego. Zwycięzcy uzyskują ogromny dochód, a przegrani muszą wegetować… Pamiętam jak kadra zarządzająca banków przyznawała sobie olbrzymie premie za sukces procesu „optymalizacji kosztów”, czyli zrobieniu oszczędności polegających na… zwolnieniu szeregowych pracowników. Zresztą w dobie obecnego kryzysu na świecie obserwuje się drastyczne ubożenie tzw. klasy średniej, a jednocześnie coraz większy majątek gromadzony jest w rękach najbogatszych ludzi. Przychody „przegranych” spadają do minimum, do poziomów wręcz głodowych. Jednak wąska kasta „wygranych” potrzebuje istnienia rzeszy słabych, dlatego na pocieszenie wprowadza „negatywny podatek dochodowy” i tworzy im mechanizmy gwarantujące przeżycie. Dosłownie – życie na minimalnym poziomie, nic więcej.

neoliberalizm

Jednak w końcu pęka tama, wytrzymałość „przegranych” się kończy. Bieżąca, burzliwa debata gospodarcza w ramach Unii Europejskiej, ruch „1% vs 99%” w Stanach Zjednoczonych, czy protesty wobec paktu TPP w Japonii, a wreszcie rosnąca krytyka Polaków wobec „euroentuzjastycznych” pomysłów polskiego rządu, to przejawy „wojny wartości” jaka rozgorzała na świecie. To walka pomiędzy „indywidualizmem” a „komunitaryzmem”. Walka pomiędzy globalizmem a gospodarką narodową Oikos Nomos, inaczej pomiędzy zdrajcami własnego narodu a patriotami.

neoliberalizm, prywatyzacja

Ja będę walczył.

Ja Samuraj

 

piątek, 01 lutego 2013

Czym jest „Państwo”? Jest największą wspólnotą zapewniającą swoim członkom warunki życia. I co ważne: żaden twór „większy” od państwa nie zapewni przeżycia danemu narodowi! Bo nie powstał  by temu narodowi służyć. Czy ktoś myśli, że Unia Europejska powstała w tym celu, aby to właśnie Polakom „żyło się lepiej”? Czy wobec tego właściwą polityką jest bezkrytyczne oddawanie przez polski rząd własnych mocy decyzyjnych obcemu rządowi? Zbiorowość ludzi bez zdolności do obrony i opieki nad własnym obywatelami nie zasługuję na miano „Państwa”.

Doskonałym przykładem tego, czym naprawdę jest naród niech będzie ciąg zdarzeń, jaki miał miejsce w Japonii po trzęsieniu ziemi i tsunami z 11 marca 2011 roku oraz następującej w ich wyniku katastrofie w elektrowni atomowej Fukushima. Otóż wydarzenia te spowodowały masową ucieczkę z Japonii obcokrajowców, wręcz eksodus. A Japończycy? Japończycy oczywiście pozostali na japońskim archipelagu.  Powód tej różnicy zachowań jest oczywisty – dla narodu japońskiego, tylko Japonia jest własnym krajem. Czyli tylko Japonia jest miejscem, gdzie Japończycy mogą tworzyć wspólnotę, gdzie mogą żyć. Z drugiej strony, to także oczywiste, że w razie kłopotów, cudzoziemcy opuszczą miejsce, w którym czują się niekomfortowo, ponieważ nie są członkami tej wspólnoty, nie należą do tego Państwa - Japonii.

Ze zgrozą obserwują, że polityka bazująca na ekonomii neoliberalnej, której przejawem jest euroglobalizm lub transpacyficzny pakt TPP, znajduje coraz więcej wyznawców. Gdyby doszło do jej realizacji w Japonii, to spodziewam się, że z uwagi na zapisy dotyczące „polityki konkurencji” i zasad organizacji „zamówień publicznych”, doprowadziłyby m. in. do bankructwa japońskich firm budowlanych. Neoliberałowie zakrzykną: i co w tym złego, przecież zlecenia budowlane mogą realizować firmy zagraniczne. A teraz przypomnijmy sobie specyfikę mojego kraju: w Japonii prawie każdego dnia trzęsie się ziemia. Z uwagi na niezwykle aktywny sejsmicznie obszar, niestety w każdej chwili można spodziewać się kolejnego kataklizmu. Kto wtedy nam pomoże? Czy w sytuacji zburzonych domów, uwięzionych pod gruzami ludzi, szalejących pożarów, gdy dosłownie godziny, minuty decydują o życiu i śmierci – będziemy w stanie pomóc sobie nie mając do dyspozycji miejscowych sił? Czy wystarczy, że poprosimy o pomoc firmy budowlane za Stanów Zjednoczonych? Czy amerykańscy pracownicy tych firm pracowaliby dla Japończyków w warunkach narażenia własnego zdrowia i życia? Po wielkim trzęsieniu ziemi i tsunami we wschodniej Japonii, pracownicy budowlani, policjanci, strażacy, Siły Samoobrony – wszyscy ci ludzie na własne ryzyko pomagali poszkodowanym. Czy Amerykanie lub Chińczycy podjęliby podobny wysiłek? Nie sądzę. A w Polsce? Czy w razie katastrofy można liczyć na szybką pomoc jakiejś komisji europejskiej? Dlatego warto utrzymać krajowe, kluczowe gałęzie przemysłu! Bo w razie wypadku, to z ich strony przede wszystkim można liczyć na pomoc.

ojczyzna

Ekonomiści neoklasyczni co prawda próbują polemizować, że przecież istnieje system ubezpieczeń. Wobec tego przewidujący ludzie powinni po prostu wykupić odpowiednie ubezpieczenie i to rozwiąże ich ewentualne problemy.

Szkody materialne owszem, mogą być objęte ubezpieczeniem. Jednakże, żadne pieniądze nie zwrócą człowiekowi życia. I to właśnie w celu ochrony tych dóbr, których nie można przeliczyć na pieniądze, trzeba utrzymać w państwie kluczowe instytucje wbrew prostemu rachunkowi ekonomicznemu. Powinno się kultywować w państwie wartości cenniejsze od rynkowego fundamentalizmu. I to właśnie jest Państwo - wspólnota ludzi podzielających te same wartości.

ojczyzna

Poczucie wspólnoty narodowej, patriotyzm – zaczęło wśród niektórych ludzi być traktowane jako uczucie „niewłaściwe”, którego należy się wręcz wstydzić. Niestety ludzie, miłość do ojczyzny zaczęli kojarzyć z ruchami faszystowskimi, które doprowadziły do wybuchu II Wojny Światowej. Jako przykład stawiają hitlerowskie Niemcy i stalinowski Związek Radziecki i grożą, że patriotyzm prowadzi do totalitaryzmu. Jednak ani Związek Radziecki, ani Niemcy hitlerowskie nie były państwami prawdziwie narodowymi. Bo to nie naród stał na czele tych państw, nie naród był najważniejszy, a nawet nie „Państwo”. Ale to naród miał pracować i poświęcać się dla dobra jednej partii. To była „dyktatura jednej partii”, a nie jednego narodu. Podobna sytuacja panuje we współczesnych Chinach. To nie jest państwo narodowe. Nie wolno całej władzy pozostawić jednej partii politycznej! Tak samo jak nie wolno oddać jej w ręce cudzoziemców (Parlament Europejski, Europejski Bank Centralny). Czy ktoś ma złudzenia, że na przykład Holendrom zależy na tym, aby Polakom się dobrze żyło? Więc dlaczego to oni mają decydować o kształcie gospodarczym Polski?

Chcę podkreślić – nie wstydźmy się miłości do własnego kraju. Polacy, Unia Europejska nie powstała szczególnie dla Was. Wy macie tylko Polskę! I o tę Polskę warto walczyć.

 ojczyzna