Oczami Japończyka
Blog > Komentarze do wpisu

Prawdziwą Unię poznaje się w biedzie...

Pod koniec marca tego roku przez portale ekonomiczne przetoczyła się burzliwa dyskusja wywołana frapującym wnioskiem, jaki zawarty został w najnowszym raporcie IMF (Międzynarodowy Fundusz Walutowy). Otóż dla uratowania gospodarek krajów strefy euro zmagających się z kryzysem, potęgi gospodarcze północnej Europy (Niemcy) powinny zaakceptować wzrost inflacji w swoim kraju.

http://www.bloomberg.co.jp/news/123-MKFTRM6S972B01.html
W raporcie napisane jest wprost:

Jeżeli od krajów południowych wymaga się zmian budżetowych (oszczędności), to od krajów północnych powinno się oczekiwać akceptacji wzrostu inflacji.

Aby osiągnąć cel inflacyjny w wysokości 2% rocznie w całej strefie euro, poziom inflacji na południu Europy powinien oscylować wokół wartości niższych, natomiast na północy powinien zdecydowanie przekraczać 2%.
Ponadto raport podkreślił oczywiste prawidłowości:

Aby spadło bezrobocie w kraju takim jak Grecja, musi wzrosnąć konkurencyjność jej gospodarki. W tej sytuacji najlepsza strategią jest stymulowanie wzrostu wydajności jej przemysłu. Niemniej jest to plan długoterminowy i na jego efekty będzie trzeba poczekać. Dlatego kraj ten, dla uzyskania natychmiastowej poprawy swojej konkurencyjności, nie ma innego wyjścia jak zmniejszenie cen i wynagrodzeń pracowników. I byłoby to racjonalne wyjście, gdyby… Grecja nie należała do strefy euro.

Na czym polega problem ze wspólna walutą?

Problem zaczął się już w momencie, gdy kraje północy Europy (np. Niemcy) o silnie rozwiniętym, wysokowydajnym przemyśle zbudowały „wolny rynek” wspólnie z krajami o niskiej wydajności (np. Grecja). Wspólnie dokonano unii celnej, zezwolono na swobodny przepływ pieniędzy, usług, towarów i ludzi. Ponadto każdy z tych krajów zrzekł się możliwości prowadzenia niezależnej, korzystnej dla siebie, polityki pieniężnej i prawo to przekazał władzom Europejskiego Banku Centralnego. Było to równoznaczne z przyjęciem sztywnego kursu walutowego – wspólnej waluty euro.

A tymczasem istnieje paradoks, tzw. „trylemat finansów międzynarodowych”: otóż niemożliwa jest jednoczesna koegzystencja wszystkich trzech zjawisk:

- stały kurs wymiany,

- swobodny przepływ kapitału,

- niezależność polityki pieniężnej;

W praktyce przyjęcie wspólnej waluty spowodowało rezygnację każdego kraju z możliwości prowadzenia niezależnej polityki pieniężnej.

Wydawało się, że fakt ten nie niesie za sobą wielkiego zagrożenia, to tylko straszenie „nacjonalistów” i konserwatystów. I faktycznie początkowo, gdy we wszystkich krajach odnotowywano wzrost gospodarczy system działał dobrze. Ale od kilku lat, kiedy w gospodarce zapanował kryzys, okazało się, że brak możliwości prowadzenia niezależnej polityki pieniężnej, to jednocześnie brak narzędzi do walki z kryzysem w swoim kraju. Aby szybko poprawić konkurencyjność swojego przemysłu Grecja powinna obniżyć wartość swojej waluty. Ponieważ Grecja posługuje się euro, to aby osiągnąć ten efekt, to w Niemczech ceny powinny wzrosnąć.

Czy ktokolwiek spodziewa się, że Niemcy, w imię ratowania „bratnich” unijnych krajów, zaakceptują niekorzystną dla siebie politykę pieniężną?

Gdybym sam był Niemcem, też bym się na to nie zgodził. To jest naturalne, bo Niemcy to Niemcy, Grecy to Grecy, a Polacy to Polacy. Dlatego, najbardziej sztuczny i nienaturalny był sam pomysł ujednolicenia Europy. W ramach polityki wolnego rynku, jednolitej polityki fiskalnej, pieniężnej i wspólnej waluty – dobrze może funkcjonować tylko wspólnota narodowa – jedno „państwo”.

Waluta euro jest eksperymentem społecznym, próbą skonstruowania sztucznego państwa na bardzo zróżnicowanych fundamentach. Myślę, że wynik tego eksperymentu jest już dobrze widoczny…

 

środa, 29 maja 2013, ja.samuraj

Polecane wpisy